8/31/2015


Nie mogę uwierzyć, że wakacje dobiegły końca! Już jutro rano czeka mnie wczesna pobudka, pół godziny drogi w zatłoczonym pociągu, kwadrans w metrze i tak przez 10 miesięcy. Należą Wam się przeprosiny za to, że przez ostatnie dwa tygodnie wakacji nic nie dodawałam, ale chciałam ten czas wykorzystać z moimi przyjaciółkami najbardziej jak to możliwe, ponieważ każda z nas idzie do innej szkoły. Mam nadzieję, że szybko mi to wybaczycie? :) Czeka mnie nowy etap w życiu, jestem jednocześnie strasznie podekscytowana i nieco zdenerwowana. Idę jednak z dobrym nastawieniem. Dzisiaj przygotowałam dla Was post z moimi wskazówkami, jak być dobrze zorganizowanym w ciągu roku, mieć motywację do nauki i przy tym nie zwariować! I jeszcze warto dodać, że w końcu zaopatrzyłam się w nowy sprzęt - zaszalałam i wzięłam aparat już trochę innej klasy niż poprzedni - Canona 60D. W końcu czas na inwestycję w bloga.

1. Moją udręką będzie wstawanie. Będąc w gimnazjum, mogłam pospać do 7:00, a teraz, o tej godzinie będę musiała wyjść z domu. Zauważyłam jednak, że gdy dokładnie zapiszę swoje plany, zupełnie łatwiej jest mi poderwać się z łóżka - może to też bierze się z mojej miłości do jedzenia, bo przygotowanie lunchu do szkoły to największy rytuał w ciągu całego dnia :) Wypróbujcie to na sobie. Wieczorem spiszcie listę rzeczy do zrobienia, zaplanujcie też chwilę na zrobienie ładnego jedzenia do szkoły (przepisy już wkrótce, jak co roku!) i zobaczycie, o ile przyjemniej jest wstawać tak wcześnie.2. Każdego roku przysięgam sobie, że będę superzorganizowana, a prace domowe będę odrabiać tuż po przyjściu do domu. O ile na początku JAKOŚ to się sprawdza, tak w trakcie roku, kompletnie brakuje mi na to chwili. W końcu postanowiłam to zmienić! Niesamowicie przydatny jest do tego duży kalendarz, niby banalne rozwiązanie, a niezwykle skuteczne. Od razu z dużym wyprzedzeniem zapisuję wszystkie zadane prace, zaplanowane klasówki, projekty i kiedy co weekend go przeglądam,  znacznie łatwiej jest rozplanować pracę na cały tydzień. Choć na klasówki w 99% przypadkach uczę się dzień przed, często o (zbyt) późnych porach. Możesz stworzyć swój własny kalendarz na ścianie, wystarczą małe kolorowe karteczki albo zrobić go z papieru kredowego.


3. Przejdźmy jednak do tego, JAK zorganizować swój czas w taki sposób, aby mieć czas na naukę, zajęcia pozaszkolne, znajomych i rozrywkę, a przy tym nie oszaleć. Zacznijmy od postaw - ważne jest podejście. Mogłabym to powtarzać w kółko, ale to niewiarygodne, jak wielkie znaczenie w KAŻDYM momencie ma nastawienie. Nie wierzę w przypadki, nic nie dzieje się bez powodu. I tak, Twój "najgorszy dzień życia" też ma Cię czegoś nauczyć (w rzeczywistości, dopiero za jakiś czas dostrzeżesz, że wcale nie był on takie najgorszy i był ważniejszy niż 100 innych "zwyczajnych" dni). Zatem każdą swoją "porażkę" przyjmuj jako nowe doświadczenie, które ma Cię o coś wzbogacić. O co? Pewnie jeszcze tego nie wiesz? To kwestia czasu - dni, miesięcy albo nawet lat. Kiedyś na pewno się dowiesz. Nie dostałeś się swojej wymarzonej szkoły - to nie przypadek. Mimo, że teraz wydaje Ci się to kompletną katastrofą, po pewnym czasie, wyciągniesz z tego inne pozytywy. Twoja nowa klasa nie jest taka, jaką sobie wymarzyłeś? Jeszcze daj tym ludziom czas, nie uprzedzaj się do nich. Spotkałeś ich nie bez powodu. Pamiętajcie o nastawieniu, nie przejmujcie się porażkami, z tego płynie jakaś lekcja, tylko jeszcze nie jesteś świadomy, jak bardzo ważna. 
4. Moim zdaniem (możecie mnie za to pobić) największą głupotą jest oczekiwanie czegoś w zamian za wyniki w nauce. Jasne, okazjonalny prezent, why not? Ale pamiętaj, że uczysz się dla siebie, nie po to, by zadowolić nauczycieli, zaimponować znajomym albo dostać prezent od rodziców. Choć nie raz wściekasz się, jaki jest sens pisania dwusetnej rozprawki, skoro statystyczny Polak nie potrafi prawidłowo napisać CV, a cosinusy i sinusy najwidoczniej wymyślił ktoś, kto miał chyba zbyt wiele czasu, czy nie przeszło Ci przez myśl, żeby zrobić to wyłącznie dla siebie? Człowiek inteligentny powinien wiedzieć takie rzeczy, co nie? :)

5. Ach! No i zapomniałabym o najważniejszym - żeby zyskać trochę czasu odrzuć czynności kompletnie niewarte Twojej uwagi, albo takie, które są dla Ciebie mniej ważne. Nie bierz wszystkiego na siebie, bez Ciebie świat też się nie zawali. Postaw sobie priorytety, bądź aserstywny. Daj sobie chwilę wytchnienia.

Mam nadzieję, że ten post sprawi, że szkoła nie będzie dla Was aż takim utrapieniem. W komentarzach koniecznie dzielcie się swoimi trikami! Powodzenia! :)


8/19/2015


W Berlinie byłam 1 dzień albo nawet jeszcze krócej, bo zdecydowanie zbyt dużo czasu zajęło nam stanie w korkach i kolacja w Vapiano. Choć i tak ta krótka wizyta wystarczyła mi, żebym zakochała się w tym mieście! Starałam się, aby zdjęcia (oraz te na Instagramie) chociaż po części oddały klimat tego miejsca. Najbardziej zachwyciła mnie chyba architektura - nawet patrząc na poprzedni post, możecie z łatwością dostrzec, jak bardzo jest ona różna od naszej. Świetną rzeczą, której brakuje również u nas w Warszawie, są mini-parki na każdym kroku. W Berlinie jest ich pełno! Po tej wycieczce zaczęłam doceniać nasze warszawskie metro - berlińskie jest znacznie mniej wygodne, bardziej ciasne i przestarzałe (jednak należy pamiętać, że niemieckie metro zostało wybudowane znacznie wcześniej niż nasze). Jeśli macie okazję odwiedzić to miasto, nie wahajcie się, jedźcie tak szybko, jak jest to możliwe! I jeszcze zabierzcie mnie ze sobą! :) PS Lajkujcie nasz blogowy Fanpage i zostańmy w ciągłym kontakcie! 
























8/10/2015



Jeśli uważnie śledziliście Fanpage i Snapa, dobrze wiedzieliście, że byłam nad morzem, później wybrałam się do Berlina na 1 dzień, a obecnie siedzę w górach (a jeżeli jeszcze tego nie robicie, zachęcam Was do dołączenia do naszego Teamu o tutaj właśnie). Przygotowałam dla Was outfit i relacje z tego dnia. Zachwyciła mnie architektura tego miasta! To był mój pierwszy i jestem pewna, że nie ostatni raz w Berlinie! Znalazłam uroczą uliczkę niedaleko mojego hotelu, gdzie udało mi się zrobić dla Was kilka zdjęć outfitu z tamtego dnia. Dzielnica, w której mieszkałam (a właściwie spałam 1 noc) przypominała nieco londyńską dzielnicę Notting Hill.


Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, że postów modowych jest naprawdę niewiele w stosunku do tego, co było kiedyś, ale czuję się głupio rozpisując o modzie. Nie jestem  znawcą, a pisanie "o ciuszkach" wydaje mi się trochę błahe, puste. Choć patrząc nawet na te pojedyncze posty, można z łatwością zauważyć, jak mój styl diametralnie się zmienił. Jeszcze 1-2 lata temu śmiało mogłabym stwierdzić, że w mojej szafie przeważają spódnice, a zwłaszcza sukienki (o czym wspominałam Wam w jednym ze starych filmów). Dzisiaj spódnic nie noszę w ogóle, a sukienki zakładam w ostateczności, na specjalną okazję albo takie, które są typowo casualowe - niektórzy określają je mianem "koszuli nocnych"... Szorty, które mam na sobie uszyła dla mnie moja zdolna Mama :) Buty udało mi się "upolować" w trakcie wyprzedaży. Myślę, że bez problemu można je jeszcze dostać w sklepie online Zary.
Powiedzcie mi, czy tylko w mojej szafie, z ubiegiem czasu, zaczęło również ubywać także kolorów? To trochę smutne, ale wydaje mi się, że po części jest to spowodowane tym, co serwują nam sieciówki. 








t-shirt Zara / szorty DIY by my Mum / shopper Zara / kapelusz Stradivarius / bury Zara

8/03/2015


Uwielbiam wracać do książek Reginy Brett, o których mówiłam Wam już dawno temu. Miałam nawet ochotę, by każdego dnia czytać jedną, dowolną spośród 150, lekcję, ale to wydaje się skrajnie niemożliwe. Książki R. Brett zbyt pochłaniają, nieważne, ile razy już czytało się te książki przedtem i  nie da się skończyć na jednym rozdziale. Można je kochać lub nienawidzić. Niektórzy wymiękają już na pierwszych stronach. Ja, za każdym razem, gdy je czytam, odkrywam zawsze coś nowego. Zabrałam jeden tom ze sobą nad morze, który natchnął mnie do napisania tego posta. Podzielę się z Wami praktycznymi sposobami sprawdzającymi się zawsze w moim przypadku. 
1. Zacznijmy od początku. Tuż po przebudzeniu uśmiechnij się i sam do siebie powiedz, że TEN dzień będzie wyjątkowy i szkoda go zmarnować na niewarte uwagi rzeczy, ludzi albo myśli. Codziennie rano ciesz się, że mogłeś przywitać nowy dzień i mogłeś się obudzić - nieważne, czy pada deszcz czy świeci słońce. Taki dzień już się nie powtórzy.

2. Uwierz w to, że jesteś WYSTARCZAJĄCO dobry. Sama niekiedy mam z tym problem - chyba każdy miewa takie chwile, gdy nie do końca przekonany jest o swoich umiejętnościach. A teraz coś w 100% ogniskowego (jeżeli nie wiesz, czym jest Ognisko, o którym coraz częściej wspominam na blogu, zajrzyj do poprzedniego posta) - wyrzuć ze słownika słowa "nie wiem", "nie umiem". Uwierz w swoje umiejętności!


3. Uwierz w to, że nie ma rzeczy niemożliwych. To co, że nie nauczyłeś się na klasówkę, albo chwilę wcześniej dowiedziałeś się o sprawdzianie. Szkoda czasu na panikę i narzekanie. Zamiast gorączkować się, że nie dasz rady, zapamiętuj to, co mówią osoby dookoła. Mi bardzo pomaga, gdy słucham, jak ktoś powtarza sobie wiadomości. Na sprawdzianie nie wmawiaj sobie, że nic nie umiesz i na pewno nic nie wymyślisz. Generuj tak dużo skojarzeń, jak to możliwe. Może nagle przypomni Ci się sytuacja, gdy ktoś coś mówił albo pisał na tablicy. Poza tym to nie tyczy się wyłącznie szkoły. Zapamiętaj, że z każdego problemu da się wybrnąć. Tylko zamiast narzekać, trzeba zacząć działać. 4. Nie skupiaj się na nieistotnych sprawach. "Każdą tzw. katastrofę kwituj słowami "Czy za pięć lat będzie to miało jakiekolwiek znaczenie?"" - pokusiłam się o cytat z "Bóg nigdy nie mruga". To zdanie strasznie mi pomogło. Przestałam zadręczać się głupotami, tym, że wyszłam na ulicy na "dziwoląga" (to dość delikatnie ujęte..). Złapałam dystans do siebie i tego, co dzieje się dookoła mnie. Zdałam sobie sprawę, że ludzie, przy których "najem się wstydu" co najwyżej uśmiechną się, nieraz opowiedzą tę historię znajomemu i zapomną. Nie będą tego rozpamiętywać, nie będą przywiązywać wagi do tego, kim była TA osoba. Mówiąc krótko - jedynie poprawię im humor :)  
5. Czerp radość z tego, co dzieje się dookoła Ciebie. Mimo, że nienawidzisz siedzieć na rodzinnych obiadkach, gdzie połowy osób nie widziałeś od dzieciństwa, a drugiej części w ogóle nie jesteś w stanie zidentyfikować, doceń to, że właśnie teraz możesz się spotkać w takim gronie. Skąd wiesz, czy następnym razem spotkacie się w takim samym składzie?  Pomimo pluchy za oknem, która pokrzyżowała wszystkie Twoje plany, zabierz swojego psa i wyjdź na długi spacer. Uwielbiam przechadzać się po Centrum w czasie deszczu (a zwłaszcza wieczorem, zimą!) - co z tego, że za chwilę ucieknie mi tramwaj. Kiedyś przecież przyjedzie następny? :)

Czytaliście książki Reginy Brett? Jakie są Wasze sprawdzone sposoby na pozytywne myślenie? Piszcie, proszę, w komentarzach! Jestem niezmiernie ciekawa!

7/30/2015


Wiele osób nie domyśla się nawet, jaki ogrom pracy trzeba włożyć, by stworzyć post na całkiem niezłym poziomie. Tak, by było co czytać i co oglądać, aby była konkretna treść, dobre zdjęcia, a całość spójna wizualnie. Dopiero, gdy samemu zakłada się bloga, okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo, jak się mogło wydawać, a "darmowe" produkty nagle nie zjawiają się znikąd. Jeżeli chce się tworzyć content na poziomie, cały proces tworzenia posta trwa od kilku godzin po kilka dni, tygodni. Ten post skierowany jest nie tylko dla początkujących, którzy dopiero "raczkują", ale również dla tych, którzy wciąż nie mogą odnaleźć się w blogosferze, albo szukają swojej stylistyki, albo są po prostu ciekawi, jak przebiega moja praca, by wyprodukować jeden z takich wpisów. W tym artykule postaram się zawrzeć również odpowiedzi na wszystkie Wasze pytania zadawane na fanpagu.

Najbardziej ciekawi Was chyba to, skąd czerpię pomysły na posty. Nie wiem dlaczego, ale mam niesamowitą wenę w trakcie podróży - robię to chyba dla zabicia czasu :) Pomysły przypływają, pod warunkiem, że mam ze sobą swój niezastąpiony kalendarz, inaczej ten magiczny sposób nie działa.  Inspirację czerpię z tego, co dzieje się dookoła mnie. Nie trzeba daleko szukać, żeby odnaleźć wspomnienia, albo codzienne sytuacje, które mogą zainspirować innych ludzi. Nie raz mam tak, że przypomni mi się jakiś moment, artykuł, post na blogu, który sprawia, że mój mózg generuje większą liczbę skojarzeń. Nigdy nie staram się odwzorowywać tego, co zrobił już ktoś inny. To mija się z celem. Zawsze szukam "czegoś swojego".Zastanów się, co jest charakterystyczne dla Twojego bloga. Dziwisz się, że niewiele osób na niego zagląda? Głowisz się, w czym tkwi problem? Otóż odpowiedź jest prosta - to, co serwujesz czytelnikowi nie wyróżnia się niczym ponad inne blogi o tej samej tematyce. Musisz postarać się odnaleźć swój własny styl, wymyśl serie, które będą tylko twoje. Gwarantuję Ci, że czytelnik to doceni. Wiadomo, nie stanie się to w ciągu tygodnia, ba! Nawet miesiąca. To może być długotrwały proces, który będzie ciągnął się nawet latami, ale jego skutki na pewno będą zauważalne. Zatem na pytanie, skąd czerpię pomysły na bloga, odpowiedź już znacie. Zdradziłam też Wam sekret, jak przyciągnąć nowego odbiorcę, teraz zaś zajmę się drugą, równie często poruszaną kwestią, czyli oprawą graficzną. 
Dostaję od Was przerażająco dużo wiadomości, w których pytacie, jakiego programu używam do tworzenia grafiki znajdującej się zwykle na zdjęciu tytułowym posta. Panie i Panowie, odpowiem po raz ostatni, tutaj, aby każdy mógł zauważyć - program o jakże cudownych właściwościach zwie się Gimp...tylko, czy przypadkiem nie zapomniałeś o tym, że program NIE zrobi tego za mnie? :) Sama nauka obsługi zajęła mi dość długo, zanim nauczyłam się tworzyć coś, co miało ręce i nogi minęło trochę czasu. Ale niestety nie będę na tyle dobra, że opowiem, jak powstają moje dodatki do zdjęć. Jak już mówiłam - cenię sobie WŁASNY pomysł, więc gdybym podała Wam wszystko na tacy, moje dekoracje do zdjęć widziałabym na co drugim blogu (choć już widziałam wiele nieudolnych prób kopiowania...). Dlatego po raz kolejny namawiam Was, byście szukali własnego stylu i nie powielali tego, co stworzył już ktoś inny. To do niczego nie prowadzi.Przejdę teraz do designu bloga. Zanim mój blog wyglądał w miarę przyzwoicie, uwierzcie mi, upłynęło spoooro czasu. Wtedy cały czas się douczałam, jestem samoukiem, uczyłam się na błędach. Wiadomo, że nie dorastam nawet do pięt takim osobom, jak Agnieszka, która wykonała dla mnie avatar na fanpage'u :D Zaczęłam przeglądać więcej blogów dziewczyn ze Stanów. Gdy w końcu nabiera się pewnego spojrzenia, można stworzyć coś naprawdę dobrego. To wymaga chęci (przede wszystkim!), czasu i umiejętności (które swoją drogą każdy może nabyć). Poszukajcie w internecie darmowych czcionek! Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądał mój pierwszy design... Może kiedyś odważę się wrzucić screena! :D Będąc przy wyglądzie bloga, zdradzę Wam, że szykuję nową odsłonę! To bardzo długotrwały proces, więc nie tak od razu, musicie poczekać. Będzie spora zmiana :) 

I na koniec zostawiłam sobie temat główny tego artykułu, czyli jak powstają moje posty? 

Jak się domyślacie, proces rozpoczyna się od pomysłu. Wówczas zaczynam zbierać myśli i przelewać je na kartki mojego "świętego kalendarza". Zazwyczaj są to skojarzenia, urywki zdań. Następnie zabieram się do rozwinięcia tematu i opracowania go według planu. Zapisuje wtedy, co musi zawierać post, o czym nie mogę zapomnieć. Zabieram się za wstępne napisanie tekstu, nie jest to pełna wersja, którą widzicie na blogu, a jedynie pojedyncze zdania, które później będę rozwijać. Później dochodzi do pełnej redakcji tekstu. Niezbędne są też zdjęcia. Często jest tak, że dla jednego kubka, opakowania konkretnych serwetek, ładnego zeszytu albo paczki słomek jestem w stanie przejechać pół Warszawy :) Ale to są takie rzeczy, które nadają smaku zdjęciom, choć zwykle ich nie zauważamy. Pytacie, ile średnio zajmuje praca nad jednym postem. Raz jest tak, gdy wszystko mam pod ręką, temat niewymagający zbytnich przemyśleń, jestem w stanie zrobić post w 2-3h. Wówczas najwięcej czasu zajmuje grafika do posta. 
Niby nic wielkiego - dwie, w porywach do trzech czcionek, odrobina koloru, ale to stanowi dla mnie największy problem :) Trzeba znaleźć czcionki, które będą do siebie pasować, wykorzystać przestrzeń na zdjęciu - kółko wypełnione kolorem, kwadrat, zakładka, prostokąt, czy bochomaz? Zawsze bardzo dużo zmieniam, nie wiem, na co się zdecydować. Ale są też takie posty, których tworzenie zajmuje nawet do tygodnia. Tak jest w przypadku serii "Pomysły na zdrowy lunch do szkoły" albo przepisów na moje ulubione napoje. Muszę iść do sklepu, kupić wszystkie niezbędne składniki. Jeden dzień = 1 przepis. Zwykle światło nie pozwala na zrobienie większej ilości przepisów, robienie zdjęć jedzenia to wyścig z czasem - zaraz roztopi się lód albo mleko wymiesza z kawą :) Światło nie jest tak idealne, jak 10 minut wcześniej. Brzmi śmiesznie, ale o takich rzeczach trzeba pamiętać, gdy fotografuje się jedzenie. Do zdjęć używam nadal tego samego sprzętu - starego jak świat, ale i niezawodnego Canona 400D i obiektywu 50mm 1.8. Przerabiam je w iPhoto - poprawiam ekspozycję, zwiększam nieco kontrast, dodaję trochę kolorów.

Mam nadzieję, że przejaśniłam Wam nieco, jak wygląda praca na blogiem :) Jak jest w Waszym przypadku? Ile czasu zajmuje Wam napisanie posta? Jestem ciekawa Waszych komentarzy! :) 
PS Jeżeli cierpicie na kompletny brak inspiracji, zajrzyjcie na mój ulubiony blog - zdecydowany numer 1 - Brit.co <3