7/30/2015


Wiele osób nie domyśla się nawet, jaki ogrom pracy trzeba włożyć, by stworzyć post na całkiem niezłym poziomie. Tak, by było co czytać i co oglądać, aby była konkretna treść, dobre zdjęcia, a całość spójna wizualnie. Dopiero, gdy samemu zakłada się bloga, okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo, jak się mogło wydawać, a "darmowe" produkty nagle nie zjawiają się znikąd. Jeżeli chce się tworzyć content na poziomie, cały proces tworzenia posta trwa od kilku godzin po kilka dni, tygodni. Ten post skierowany jest nie tylko dla początkujących, którzy dopiero "raczkują", ale również dla tych, którzy wciąż nie mogą odnaleźć się w blogosferze, albo szukają swojej stylistyki, albo są po prostu ciekawi, jak przebiega moja praca, by wyprodukować jeden z takich wpisów. W tym artykule postaram się zawrzeć również odpowiedzi na wszystkie Wasze pytania zadawane na fanpagu.

Najbardziej ciekawi Was chyba to, skąd czerpię pomysły na posty. Nie wiem dlaczego, ale mam niesamowitą wenę w trakcie podróży - robię to chyba dla zabicia czasu :) Pomysły przypływają, pod warunkiem, że mam ze sobą swój niezastąpiony kalendarz, inaczej ten magiczny sposób nie działa.  Inspirację czerpię z tego, co dzieje się dookoła mnie. Nie trzeba daleko szukać, żeby odnaleźć wspomnienia, albo codzienne sytuacje, które mogą zainspirować innych ludzi. Nie raz mam tak, że przypomni mi się jakiś moment, artykuł, post na blogu, który sprawia, że mój mózg generuje większą liczbę skojarzeń. Nigdy nie staram się odwzorowywać tego, co zrobił już ktoś inny. To mija się z celem. Zawsze szukam "czegoś swojego".Zastanów się, co jest charakterystyczne dla Twojego bloga. Dziwisz się, że niewiele osób na niego zagląda? Głowisz się, w czym tkwi problem? Otóż odpowiedź jest prosta - to, co serwujesz czytelnikowi nie wyróżnia się niczym ponad inne blogi o tej samej tematyce. Musisz postarać się odnaleźć swój własny styl, wymyśl serie, które będą tylko twoje. Gwarantuję Ci, że czytelnik to doceni. Wiadomo, nie stanie się to w ciągu tygodnia, ba! Nawet miesiąca. To może być długotrwały proces, który będzie ciągnął się nawet latami, ale jego skutki na pewno będą zauważalne. Zatem na pytanie, skąd czerpię pomysły na bloga, odpowiedź już znacie. Zdradziłam też Wam sekret, jak przyciągnąć nowego odbiorcę, teraz zaś zajmę się drugą, równie często poruszaną kwestią, czyli oprawą graficzną. 
Dostaję od Was przerażająco dużo wiadomości, w których pytacie, jakiego programu używam do tworzenia grafiki znajdującej się zwykle na zdjęciu tytułowym posta. Panie i Panowie, odpowiem po raz ostatni, tutaj, aby każdy mógł zauważyć - program o jakże cudownych właściwościach zwie się Gimp...tylko, czy przypadkiem nie zapomniałeś o tym, że program NIE zrobi tego za mnie? :) Sama nauka obsługi zajęła mi dość długo, zanim nauczyłam się tworzyć coś, co miało ręce i nogi minęło trochę czasu. Ale niestety nie będę na tyle dobra, że opowiem, jak powstają moje dodatki do zdjęć. Jak już mówiłam - cenię sobie WŁASNY pomysł, więc gdybym podała Wam wszystko na tacy, moje dekoracje do zdjęć widziałabym na co drugim blogu (choć już widziałam wiele nieudolnych prób kopiowania...). Dlatego po raz kolejny namawiam Was, byście szukali własnego stylu i nie powielali tego, co stworzył już ktoś inny. To do niczego nie prowadzi.Przejdę teraz do designu bloga. Zanim mój blog wyglądał w miarę przyzwoicie, uwierzcie mi, upłynęło spoooro czasu. Wtedy cały czas się douczałam, jestem samoukiem, uczyłam się na błędach. Wiadomo, że nie dorastam nawet do pięt takim osobom, jak Agnieszka, która wykonała dla mnie avatar na fanpage'u :D Zaczęłam przeglądać więcej blogów dziewczyn ze Stanów. Gdy w końcu nabiera się pewnego spojrzenia, można stworzyć coś naprawdę dobrego. To wymaga chęci (przede wszystkim!), czasu i umiejętności (które swoją drogą każdy może nabyć). Poszukajcie w internecie darmowych czcionek! Nie chcecie wiedzieć, jak wyglądał mój pierwszy design... Może kiedyś odważę się wrzucić screena! :D Będąc przy wyglądzie bloga, zdradzę Wam, że szykuję nową odsłonę! To bardzo długotrwały proces, więc nie tak od razu, musicie poczekać. Będzie spora zmiana :) 

I na koniec zostawiłam sobie temat główny tego artykułu, czyli jak powstają moje posty? 

Jak się domyślacie, proces rozpoczyna się od pomysłu. Wówczas zaczynam zbierać myśli i przelewać je na kartki mojego "świętego kalendarza". Zazwyczaj są to skojarzenia, urywki zdań. Następnie zabieram się do rozwinięcia tematu i opracowania go według planu. Zapisuje wtedy, co musi zawierać post, o czym nie mogę zapomnieć. Zabieram się za wstępne napisanie tekstu, nie jest to pełna wersja, którą widzicie na blogu, a jedynie pojedyncze zdania, które później będę rozwijać. Później dochodzi do pełnej redakcji tekstu. Niezbędne są też zdjęcia. Często jest tak, że dla jednego kubka, opakowania konkretnych serwetek, ładnego zeszytu albo paczki słomek jestem w stanie przejechać pół Warszawy :) Ale to są takie rzeczy, które nadają smaku zdjęciom, choć zwykle ich nie zauważamy. Pytacie, ile średnio zajmuje praca nad jednym postem. Raz jest tak, gdy wszystko mam pod ręką, temat niewymagający zbytnich przemyśleń, jestem w stanie zrobić post w 2-3h. Wówczas najwięcej czasu zajmuje grafika do posta. 
Niby nic wielkiego - dwie, w porywach do trzech czcionek, odrobina koloru, ale to stanowi dla mnie największy problem :) Trzeba znaleźć czcionki, które będą do siebie pasować, wykorzystać przestrzeń na zdjęciu - kółko wypełnione kolorem, kwadrat, zakładka, prostokąt, czy bochomaz? Zawsze bardzo dużo zmieniam, nie wiem, na co się zdecydować. Ale są też takie posty, których tworzenie zajmuje nawet do tygodnia. Tak jest w przypadku serii "Pomysły na zdrowy lunch do szkoły" albo przepisów na moje ulubione napoje. Muszę iść do sklepu, kupić wszystkie niezbędne składniki. Jeden dzień = 1 przepis. Zwykle światło nie pozwala na zrobienie większej ilości przepisów, robienie zdjęć jedzenia to wyścig z czasem - zaraz roztopi się lód albo mleko wymiesza z kawą :) Światło nie jest tak idealne, jak 10 minut wcześniej. Brzmi śmiesznie, ale o takich rzeczach trzeba pamiętać, gdy fotografuje się jedzenie. Do zdjęć używam nadal tego samego sprzętu - starego jak świat, ale i niezawodnego Canona 400D i obiektywu 50mm 1.8. Przerabiam je w iPhoto - poprawiam ekspozycję, zwiększam nieco kontrast, dodaję trochę kolorów.

Mam nadzieję, że przejaśniłam Wam nieco, jak wygląda praca na blogiem :) Jak jest w Waszym przypadku? Ile czasu zajmuje Wam napisanie posta? Jestem ciekawa Waszych komentarzy! :) 
PS Jeżeli cierpicie na kompletny brak inspiracji, zajrzyjcie na mój ulubiony blog - zdecydowany numer 1 - Brit.co <3

7/21/2015

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY CZERWCA&LIPCA


W sobotę wróciłam z najlepszego pod słońcem obozu! Jeżeli lubicie teatr, kino, sztukę, kreatywność to Ognisko Teatralne "U Machulskich" to miejsce idealne dla Was. Możecie obejrzeć i polajkować fanpage, a w październiku przyjść na przesłuchania :) PS To żadna kryptoreklama. Ognisko jest tak wyjątkowe, że musiałam Wam o nim powiedzieć. Ale to przy okazji. Tym razem pokażę Wam moich kosmetycznych ulubieńców z dwóch ostatnich miesięcy. Zawsze zapominam o zrobieniu takich postów pod koniec miesiąca, tak też było w czerwcu, więc korzystając z okazji, że lipiec już powoli mija, przedstawię Wam skład, bez którego nie mogłam się obejść.

 

Długo testowanym przeze mnie kosmetykiem jest jedna z dwóch glinek do twarzy GlamGlow. To nowość na naszym rynku, którą bez problemu znajdziecie w Douglasie. Ten kosmetyk skradł serca wszystkich moich koleżanek i stał się "obozowym hitem" :) Dla mnie sama zabawa takimi glinkami to już wielka frajda, bo rzadko kiedy używam maseczek - to dla mnie zupełna strata czasu i pieniędzy, bo nie wierzę w ich cudotwórcze działanie. Ale z GlamGlow jestem naprawdę zadowolona. Skóra jest wyraźnie bardziej miękka i (co dla mnie ważne!) bardzo dobrze nawilżona, a zaczerwienienia są złagodzone (co nie oznacza, że całkowicie znikają). Chyba już nie muszę wspominać, że dodatkowym atutem jest to, że można poczuć się jak w prawdziwym spa! :D Bardzo łatwo można ją "ściągnąć" z twarzy, bo wystarczy woda, żeby glinka zaczęła zmieniać się w pianę. Jedynym minusem jest cena - 150 zł, choć wydaje mi się, że przy tak wielkiej pojemności butelki, wyjdzie taniej niż kupując kilkanaście pojedynczych maseczek. Drugim produktem jest krem BB Under20! Przez cały obóz nie chciało mi się codziennie nakładać podkładu, więc wybierałam krem BB, który zastępował nakładanie dwóch produktów - kremu nawilżającego i podkładu. Zaskoczyło mnie dobre krycie (jednak wiadomo, że krem BB to nie to samo co podkład). Na początku byłam nastawiona sceptycznie, bo moje poprzednie eksperymenty z tego typu kremami skutecznie zniechęciły mnie do nich. Ale pozytywnie się rozczarowałam. Bardzo odpowiada mi jego konsystencja - nie jest za gęsty, ale też nie spływa jak woda i to, że idealnie dopasował się do koloru mojej skóry. Zaskoczyła mnie również jego trwałość. Natomiast przeszkadza mi to, że po jego zastosowaniu, konieczne jest dodatkowe nałożenie pudru (matujący wystarczy), bo świecę się jak kula od kręgli :)
Kolejnym produktem jest peeling termoaktywny. Strasznie podoba mi się to, że po zastosowaniu go na skórze, wydziela  się ciepło - nie wiem, na ile to przynosi faktyczne efekty, ale jestem tym totalnie kupiona :D 


Czas na dwa produkty Bath&Body Works. Pierwszy z nich, balsam Lush Pink zachwycił nie tylko mnie, ale również wszystkie moje koleżanki. Ma przecudowny, mega intensywny zapach, który wypełnia każde pomieszczenie w ciągu sekundy. Dość szybko się wchłania, ma idealną konsystencję. Mam również płyn pod prysznic (ups, a już raczej miałam!), który stał się moim ulubionym płynem wszechczasów i mam nadzieję, że uda mi się upolować jakieś resztki na wyprzedaży, natomiast mgiełka z tej samej kolekcji zupełnie nie trafiła w moje gusta. Jeśli chodzi o perfumy mam całkowicie inne upodobania. Ciężko jest mi wybrać 5 żeli antybakteryjnych w B&BW, które faktycznie mi odpowiadają. Większość wydaje mi się za słodka, mdła. Znalazłam swój idealny zapach - bambusowy. Jest delikatny, niektórym przypomina trochę melon. 


A teraz czas na rzeczy do makijażu! Pierwszą, którą pokochałam od pierwszego użycia jest bronzer L'Oreal. Już nie męczyć się z mieszaniem różu z brązowym cieniem! :) Z roświetlacza nie korzystam. Nie podobają mi się w nim błyszczące drobinki. Następnym produktem jest konturówka Essence w kolorze 07. Używam ją jako szminkę - jest niesamowicie trwała, jak za dużo nie jecie to starcza na prawie cały dzień, ma bardzo intensywny kolor i - co najlepsze - kosztuje grosze. Trzecia rzecz to dwustronna kredka do brwi Maybelline. Jest przeze mnie tak instensywnie okupowana, że starł się z niej nadruk :) Korzystam tylko z jednej, "gąbczastej" końcówki, która nie daje efektu przerysowanych, a jedynie podkreślonych i wypełnionych brwi. I ostatni produkt to sól do włosów Toni&Guy. Jeżeli pamiętacie, to właśnie ona uratowała mnie przed balem. Uwielbiam używać ją, gdy moje włosy są zbyt napuszone. Gdy spryskam nią swoje włosy i na jakiś czas zwiążę w luźny kok, tworzą mi się idealne, delikatne fale. 

Tak więc to by było na tyle! Jacy są Wasi ulubieńcy? Koniecznie podzielcie się tym w komentarzu - nie zapomnijcie napisać również tego, dlaczego je wybraliście! :) Czekam na Wasze komentarze! 

7/10/2015


W końcu upragnione wakacje, ale okazuje się, że wcale nie jest tak kolorowo..  Ja i moje przyjaciółki chciałyśmy maksymalnie wykorzystać te 60 dni, bo to nasze ostatnie wspólne wakacje, ale okazuje się, że to nie takie proste! Zaczęłam główkować, aż wreszcie wpadłam na kilka pomysłów. Jeżeli - jak ja - macie już dość bezczynnego leżenia z telefonem albo laptopem, ten post jest specjalnie dla Was. Oczywiście, jeżeli macie jakieś swoje propozycje, nie zapomnijcie napisać w komentarzu, na pewno skorzystam! PS Kiedy będziecie czytać ten post będę już na obozie. Wracam 18.07 :)

1. Moja zdecydowanie ulubiona rzecz - pikniki! Nie ma nic innego (i za razem czasochlonnego) jak pikniki. Musicie spisać listę potrzebnych produktów, wybrać się do sklepu, aż w końcu przygotować z nich przekąski. Później trochę czasu zajmie Wam wybranie odpowiedniego miejsca i dotarcie. A jeżeli nie macie pomysłu na piknik, możecie podejrzeć moje poprzednie posty! Zabierzcie badmintona, hamak, aparat albo też karty.

2. Zrób rzeczy, na które w ciągu roku szkolnego brakowało Ci czasu! Ja chciałabym nadrobić trochę chodzenie do teatru, albo odwiedzić warszawskie muzea. Jeżeli będziecie w Warszawie, koniecznie idźcie do Muzeum Sztuki Nowoczesnej albo Zachęty!

3. Kto nie zna kawiarni Charlotte? Myślę, że takich osób jest niewiele. Nie bywam, bo uważam, że to strasznie snobistyczne miejsce, a ciekawszych kawiarni, restauracji (nawet w samej Warszawie) jest od groma. Możecie sami przygotować sobie taki sam zestaw, tyle, że niestety, już bez tej świętej otoczki, tęczy w tle na placu Zbawiciela, czy hipsterskiej fotki na Insta... :( #smuteczek
Mogę śmiało powiedzieć, że śniadania, jakie organizowałam w szkole ze swoimi Bąkami, to było to, czego zazdrościli nam wszyscy, którzy przechodzili obok! Zaproś swoje kumpele do siebie, kup kilka croissantów, nutellę, dżemy, owoce, możesz usmażyć naleśniki, zrobić przepyszne tosty z rukolą - na co czekasz? Do dzieła! :)

4. Nagrajcie film. Na pierwszy rzut oka, ten pomysł może wydawać się dziwny, bo być może niektórzy z Was nie mieli doświadczenia z nagrywaniem, montażem, ale to zależy zupełnie od Was, jaki film będziecie nagrywać. To mogą być krótkie formy, jak np. kanał BuzzFeed? To jeden z moich ulubionych! Uwielbiam te filmiki, które dot. tego, co nas denerwuje, albo jakie są typowe sytuacje, które spotykają każdego z nas. A jeżeli jesteście bardziej ambitni, zabierzcie się za nieco dłuższy film, jakąś historię. Wiecie, dlaczego kręcenie filmu to idealne zajęcie na wakacje? Jeżeli zaangażujecie się w to, będziecie mieli motywacje do ciągłego spotykania, bo będziecie musieli napisać scenariusz, wymyślić historię, sceny, zmontować, coś obgadać.  Gwarantuję Wam, że na pewno nie będziecie się nudzić, a za kilka lat, ten film będzie dla Was najlepszą pamiątką z wakacji!

Gdyby zdarzyło Wam się być w Warszawie to sprawdzonymi, godnymi polecenia miejscami  (jeśli chodzi o jedzenie) są: Krowarzywa, Wypoczynkownia (obie na Hożej), Vapiano (al. Jerozolimskie), Aioli (Świętokrzyska), kawiarnia obok Muzeum Sztuki Nowoczesnej, lody Sucre (Mokotowska). 
5. Nie pomyślcie sobie, że całe moje życie kręci się wokół jedzenia (choć moje przyjaciółki są przekonane, że tak właśnie jest...), ale mam dla Was kolejną pyszną propozycję, zwłaszcza dla tych osób, które - tak jak ja - uwielbiają siedzieć w kuchni. Zorganizuj nocowanie. W ciągu roku szkolnego nie ma czasu na nocowania. Ale nie będzie to zwykłe nocowanie - będzie połączone z "wykwintną kolacją" :) Ozdób swój taras (albo nawet i balkon) lampionikami, zapal kilka świeczek, zadbaj o kolorową oprawę. Rok temu zrobiłam coś takiego dla swojej Przyjaciółki. Przygotowałam ulubioną sałatkę. podpiekłam kawałki bagietki, zrobiłam rollsy, które... niekoniecznie wyszły (ale liczyły się chęci!). A po kolacji gadałyśmy do nocy, siedząc pod kocykami, przy świeczkach na tarasie.

Czy nadal sądzisz, że nie masz co robić w wakacje? Są jeszcze takie opcje jak bicie swoich rekordów w Endomondo w jeżdżeniu na rolkach albo na rowerze. A jeżeli masz swój własny pomysł, którym chcesz się z nami podzielić, napisz w komentarzu - być może uratujesz kogoś, kto leniuchuje przez cały dzień :)



7/02/2015

STARBUCKS COPYCAT: Iced Caramel Latte Macchiato


To chyba jedna z moich ulubionych serii, której kontynuacja sprawia mi aż tak wielką frajdę! To już moja 4 propozycja (choć tym razem jest tylko 1 główny bohater). Dzisiaj pokażę Wam, jak szybko i tanio możecie przygotować Iced Caramel Latte Macchiato uwielbiane przez wielu w Starbucksie. To także mój ostatni ulubieniec miesiąca. Od razu powiem, że nie musicie bardzo dokładnie trzymać się wskazanych przeze mnie proporcji - wszystko według Waszych indywidualnych upodobań.



Starbucks Iced Caramel Latte Macchiato
- kilka kostek lodu (5-7)
- syrop waniliowy - ok. 2 łyżki
- syrop karmelowy (przepis podrzucę jeszcze dzisiaj tu) - ok. 2 łyżki
- ok. 200ml mleka
- 2 espresso (ja użyłam kapsułkę kawy od Cappucino z ekspresu Dolce Gusto)

Na dno kubka wlej syrop waniliowy i karmelowy. Wrzuć kostki lodu. Dodaj mleko, a następnie zalej całość przygotowaną wcześniej kawą. Na wierzch możesz dodać również nieco syropu karmelowego. Smacznego!





6/23/2015

POMYSL NA PRZYJECIE-NIESPODZIANKE DLA WASZEJ PRZYJACIOLKI!


Choć zabrzmi to nieskromnie, muszę Wam powiedzieć, że wśród moich znajomych ja i moje przyjaciółki jesteśmy znane jako "specjalistki od kreatywnych urodzin", a każda moja opowieść o tym, co niedawno zrobiłyśmy, powoduje westchnienia "jeeej, ja też tak chce!" i zostawia szeroki uśmiech na długi czas. Wszystkich zadziwia skala takiego przedsięwzięcia, to, ile wymaga przygotowań, ale dla nas to rzecz zupełnie naturalna, nie wyobrażamy sobie, żebyśmy miały zrobić to w sposób inny niż ten. Może bierze się to z tego, że jesteśmy uzależnione od przeglądania inspirujących blogów i bez przerwy podrzucamy sobie coraz to nowsze pomysły. Tym razem przeszłyśmy same siebie i podjęłyśmy się zorganizowania przyjęcia w 7 dni - najgorsze było to, że wybrałyśmy najbardziej pracowity czas ostatnich poprawek w szkole. Dzisiaj opowiem Wam o niespodziance urodzinowej urządzonej niedawno naszej Przyjaciółce oraz podrzucę Wam kilka pomysłów, wskazówek, które ułatwią spersonalizowanie takiej imprezy.1. Zastanów się nad tym, co Was  razem ostatnio śmieszyło - na pewno miałyście motyw, temat, który prześladował Was cały czas. Zdradzę Wam, że w naszym przypadku były to Bączki. Zostały one tematem przewodnim naszej imprezy - tort w kształcie Bączka (robiony własnoręcznie przez 6 godzin), Lilou z grawerem 'Bączki', torba płócienna z rysunkiem 'wiadomojużczego'. A wiecie dlaczego to wszystko? Pewnie niektórym wyda się to infantylne, no bo w końcu KTO ROBI TORT W KSZTAŁCIE PSZCZOŁY? Ale dla nas to ma szczególne znaczenie - dzięki takim drobnym rzeczom, ta impreza na zawsze zostanie w pamięci!

2. Przypomnij sobie, o czym niedawno rozmawiałyście. Klaudia, dla której organizowaliśmy tę imprezę, wspominała kiedyś o pikniku na Polu Mokotowskim, dlatego postanowiliśmy zrobić taki dla niej! Z pięknymi dekoracjami, pojemniczkami, pysznym jedzeniem. Mieliśmy nawet hamak, który skradł wszystkich serca i stał się atrakcją nr 1!



3. Na czym polegała nasza niespodzianka?
Jedna z nas umówiła się z Klaudią w czwartek pod pretekstem zakupów w centrum. Później zaciągnęła ją metrem na Pole Mokotowskie. I tam zaczęła się zagadka! Już od wejścia do parku w ziemię wbite były kolorowe flagi (jeżeli widzieliście je w ostatni czwartek, wiedzcie, że to nasza zasługa :)) Dziewczyny musiały podążać za flagami, aż w końcu dotarły na nasz piknik. Już z daleka widać było nasze kolorowe balony, girlandy, hamak. Poza tym, że wszystko tak ładnie wyglądało, wymagało wielkiego zgrania i dobrej organizacji. Musieliśmy dopilnować, żeby Klaudia ze swoją towarzyszką dotarły nieco później od nas. 
W tym czasie podzieliliśmy się na teamy, z czego każdy odpowiedzialny był za co innego - trzeba było kupić przekąski, napoje, zamówić pizzę, jechać ją odebrać, kupić lody, ale w takim odstępie czasowym, żeby być na czas, a jednocześnie, aby jeszcze żywe dotrwały przybycia Klaudii (pomimo, że mieliśmy specjalną torbę, która podobno trzyma temperaturę, woda zamiast lodów była niestety nieunikniona). Wcześniej kupiliśmy bańki, a ja stworzyłam spersonalizowane etykietki z imionami - obowiązkowo w bączkowym motywie! PS Jeżeli zastanawialiście się, czy osobnik w Arkadii, z wielką czerwoną torbą KAUFLAND i kwiatami pod pachą to ja, rozwieję Wasze wątpliwości i nie będę zaprzeczać..  



Metoda na zorganizowanie super-urodzin jest też super-prosta! Zróbcie zrzutę, zaplanujcie budżet (w naszym przypadku tego chyba zabrakło..), pomyślcie o tym, czym zaskoczylibyście swoich bliskich i do dzieła! Ja wyznaję też zasadę, że prezent - opakowanie i zawartość - nie są najważniejsze, bo w końcu sam taki piknik niespodzianka jest BEZCENNYM podarunkiem, po którym będzie więcej wspomnień niż po niejednej bransoletce, kosmetykach czy książce. Mam nadzieję, że tymi zdjęciami uda mi się Was zainspirować do posunięcia się nieco dalej niż zarezerwowania stolika w pizzerii :) 
PS. To nie koniec urodzinowych postów - w końcu to nie pierwsza nasza akcja!