10/19/2016

Niczego się nie wstydzę


Począwszy od słynnej grzywki, takiej na bok, pamiętnego motywu galaxy, kończąc na tak absurdalnych rzeczach jak celowe pisanie z błędami, czy słuchanie Camp Rock ze łzami w oczach i ukłuciem w sercu. Ten, kto znał kombinację dwukropka i trójki, czy liter x i d uchodził za prawdziwego wirtuoza klawiatury. A dowód prawdziwej przyjaźni? Oczywiście, że ckliwy obrazek z Kwejka udostępniony na tablicy przyjaciółki. Żeby tylko jeden. 

Jeśli tego nie doświadczyłeś, nie miałeś dzieciństwa. I prawdopodobnie już tego nie doświadczysz. Moje przyjaciółki dodałyby jeszcze do tej listy H2O, za którym ja z kolei kompletnie nie szalałam i wszystkie przeboje podstawówkowych dyskotek. Ba, żeby tylko podstawówkowych. Gimnazjum, choć wydaje się wcale nie takie odległe, bo to mój ledwo drugi rok w liceum, to też był przedziwny czas. 

Przyznam najbardziej szczerze na świecie, z ręką na sercu, naprawdę się tego nie wstydzę. Bo fajnie było się taplać w nieświadomości tego, co fancy, modne na instagramach, jaki kształt brwi jest obecnie na topie, jak je odpowiednio cieniować albo jak zapozować do zdjęcia, żeby mieć trzy rozmiary większą pupę, co dla obecnych gimnazjalistek (daj Boże, żeby gimnazjalistek..) staje się chlebem powszednim. Fajnie było nie mieć przywiązania do pieniądza ani metki, chociaż pamiętam uczucie lekkiego zażenowania, teraz dla mnie kompletnie niezrozumiałe, kiedy wchodziło się do lumpeksu z mamą. Trzeba było się rozejrzeć, czy na horyzoncie nie widać nikogo znajomego. Teraz, z tego co widzę na ulicach, w internecie czy doświadczam na własnej skórze, kupowanie w lumpach to synonim fajności i powód do dumy, nie - przyczyna przykrości. Posunę się nawet do stwierdzenia, że to prawdziwa sztuka. 

To smutne, że obecnie dzieciaki świadomie odbierają sobie dzieciństwo. A może to nie one sobie je odbierają? Może to my, dając na to ciche przyzwolenie? To jest jedynie moja subiektywna opinia, tylko moja, nie musisz się z nią kompletnie zgadzać. Niewykluczone, że możesz zarzucić mi hipokryzję. Poza tym, możemy to zrzucić na pędzący postęp. Możemy, no nie? Bo to całkiem wygodne i pozostawia pewne pole do obrony. Czy przestanę się kiedyś dziwić? Nie, chyba nie. Musiałabym się odciąć od mediów społecznościowych, by nie mieć dostępu do ludzkiej głupoty zalewającej płyciznę internetu po brzegi. Absolutnie nie mam poczucia, że coś mnie ominęło. Wręcz przeciwnie, ostatnio zdałam sobie sprawę, jak bardzo jestem z tego dumna. Trochę przykro mi, kiedy 12-latki spotykane na ulicach wyglądają starzej niż ich mamy. Mają idealnie wykonturowane twarze, przedłużone rzęsy, w dłoni najnowszy ajfon i kaffka ze Starbunia, dla których wyznacznikiem zajebistości jest liczba obserwatorów na instagramie.
Trochę się w tym zgubiłam. 

Nie wstydzę się przeszłej fascynacji literaturą Johna Greena, słuchania Miley Cyrus z czasów wczesnego Disneya, nawet tych na maksa obciachowych leginsów galaxy, idiotycznych postów z kwejka, niewyraźnej twarzy od braku makijażu, obcości tipsów, sztucznych rzęs i butów na koturnach, nawet tej niekorzystnej grzywki na bok i braku ajfona, nie bycia #allblack. 

Naprawdę, nie wstydzę się niczego.
No dobra, prawie niczego. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Komentarze nie są moderowane. Pamiętaj o kulturze wypowiedzi.