10/14/2016

Jesienny bunt przeciwko tumblrowi i Pampkin Spajs


O nie, nie mamy co się oszukiwać, jesień wcale nie wygląda tak fancy jak wszystkim się wydaje. Albo chciałoby się wydawać. To nie kubek ze Starbaksa z Pampkin Spajs za całe 15,90, ani spacery w uroczym płaszczyku w żółto-pomarańczowym słońcu, którego ciepło przywołuje ostatnie dni lata, jeszcze z chłopakiem (bo wiadomo, że wszyscy rozstają się właśnie jesienią). Też nie "kocyk, kubek z herbatą, aromatyczne świeczki i tumblr" - wizja świetnie znana wszystkim, choć równie skutecznie wyprana z uroku, zabijająca wszelkie zalążki nadziei na oswojenie jesieni. No dobra, jesień to i czarne golfy, ale czarnym golfom wybaczamy ok? Prawdziwe jesienne realia to plucha i wiatr. Możesz podnieść to jeszcze do czwartej potęgi i pomnożyć razy pięć, żeby oddać powagę jesiennego dramatu. 

Kilka dni temu jedna z czytelniczek spytała mnie, jak nie przespać jesieni i stwierdzam, że to najtrudniejsze pytanie jakie ktoś zadał mi w ostatnim czasie, bo jedyną znaną mi formą przetrwania tego okresu jest kwartalna hibernacja. Odpowiadam bez cienia wątpliwości i żadnych wyrzutów sumienia. Październikowo-listopadowa jesień ma to do siebie, że nie da się jej pokochać nawet o 6:04. Rzekłabym nawet, że przede wszystkim o tej okrutnej porze, kiedy podczas pięciominutowej drzemki śnią Ci się takie rzeczy, których nie doświadczyłeś cały rok. O tak, pięciominutowe drzemki to największe dobro tego świata.  

Wobec takiej pogody nawet przepiękny Kraków okazuje się bezbronny. Warszawa w ogóle poddaje się jako pierwsza, a popołudnia z Miłoszewskim straciły już urok. I na nic te wszystkie pampkin spajsy i tamblery. Jesienią ludziom w pociągach włącza się tryb Ludożerców Różewicza. A zapewnienia, że "ludzi jest dużo, będzie jeszcze więcej" powodują jedynie wściekłą irytację, pretensję wymalowaną na twarzy.

Riennahera przekonuje, że narzekanie nie jest sexy, jest oznaką słabości i nawet jej uwierzyłam. Rzucam się z pięściami na każdego kto próbuje zepsuć moją wyidealizowaną wizję świata, zakłóca wewnętrzny spokój. Ostatnio jednak coraz częściej łapię się na tym, że sama robię to samo. Bo jesienią nie ma kojącej ciszy - jest dziki wiatr, który za wszelką cenę próbuje rozpiąć mój płaszcz, są kałuże, parasole, jest też cała masa chusteczek, imbiry, cytryny i miód, chore zatoki, otriviny i strepsilsy, ciągła senność, przygnębienie połączone z irytacją i brak motywacji, prawie jak u Kofty - łagodna liryczna diagnoza kliniczna, nie nerwica, a depresja jesienna. Rzecz jasna, w granicach normy.

Ratunku! Jak oswoić jesień? 

1 komentarz:

Zuzanna Białowąs pisze...

Zazwyczaj miewam zbliżone zdanie do Twojego, ale teraz kompletnie się z Tobą nie zgadzam!
To prawda - rano bardzo ciężko się wstaje, gdy za oknem noc. To prawda - ma się ochotę zapaść w sen zimowy. To prawda - zimno, mokro, źle.
Ale mimo wszystko uważam, że wszystko zależy od nastawienia. Przecież wejście do ciepłej klatki schodowej, kiedy cała drżysz po przebywaniu godzinę na zimnie, to najlepsze uczucie na świecie! Kiedy zasypiając, słyszysz wycie wiatru za oknem, cieszysz się, że masz to szczęście, że masz dach nad głową.
Jeżeli spróbujesz pokochać jesień, nie będzie tragedii.
Ale to też zależy od osoby.

Buziaki!

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Komentarze nie są moderowane. Pamiętaj o kulturze wypowiedzi.