9/24/2016

O prostocie szczęścia


Jeszcze kilka dni i powoli można by zacząć przypuszczać, że umarłam. Żadnych oznak życia w mediach społecznościowych, no może prócz pojedynczych przebłysków na Snapie, z dnia w Pradze. A wszystko to spowodowane tym, że ostatnie sześć dni spędziłam daleko od domu, czasem nawet dalej niż 500km, na wycieczce szkolnej. Już wypowiadając te dwa ostatnie słowa, czujesz w ustach smak lekko suchej bułki z taką ilością masła, o której nie śniło Ci się przez cały rok. Prócz tego gdzieś dobiega Cię pobrzmiewające echo głośnego, szczerego śmiechu, a ciało przeszywa wspomnienie lodowatej ulewy, która zaskoczyła Was w środku głuchego lasu. 


Są tematy, o których nie da się już pisać, bo ma się wrażenie, że to wszystko już słyszałeś, a to, czym chcesz się podzielić to już do bólu wyprane, pusto brzmiące i doskonale znane słowa z telewizji śniadaniowej, tyle, że wciąż ubierane w nieco inny płaszczyk. Powstało już pierdyliard poradników, z których uśmiechają się do Ciebie coraz to nowsze Chodakowskie i jeszcze bardziej Perfekcyjne Panie Domu, zapewniając, że przyczyny Twego nieszczęścia magicznie znikną, kiedy chwycisz za mop albo poderwiesz swój tłusty tyłek z kanapy. One powiedzą Ci jak się ubrać, jak kochać, jak sprzątać, jak wychować dzieci, zdradzą w czym tkwi sekret idealnego związku, idealnej sylwetki i osiągnięcia upragnionej harmonii, zajrzą Ci też do talerza (daj Boże, żeby tylko do talerza...). Przekonają Cię, że Twoja droga do zdrowego i szczęśliwego życia jest na wyciągnięcie ręki. A ja Ci powiem, że to szczęście jest nawet bliżej. 
Mamy tę przypadłość, że pragniemy stabilizacji, by nasze życie pięło się jedynie ku przyjemnie muskającym po twarzy cieplutkim promieniom słońca, na niebie nieskażonym nawet jedną chmurką. Tego samego też oczekujemy od szczęścia - by t r w a ł o. Nasz błąd polega na tym, że pragnąc coraz większej dawki, nie wkładamy wysiłku, by dostrzec tę najmniejszą, a jednocześnie najcenniejszą. Bo szczęście może być chwilą. 

Ja swoje szczęście odnalazłam w namiętnych popołudniowych spotkaniach przy kawie z prokuratorem Szackim (o najpiękniej napisanej serii Zygmunta Miłoszewskiego opowiem Wam przy okazji #PięciuKulturalnych). To jest coś, na co czekam cały dzień. Coś, co wierci mi dziurę w głowie i przez co przyspieszam kroku w drodze do domu. Uwielbiam wygrzewać się na tarasie, popijając kawę i zagryzając ukochane trufle, całą częścią ciała chłonąć to, czym karmi mnie Miłoszewski w swoich kryminałach. Moje szczęście jest w nagietkowej herbacie, której aromat przywołuje mi Wrocław. Jest też we wspólnym śpiewaniu piosenek Kabaretu Starszych Panów idąc przez centrum miasta. W spacerze po tak ciemnym lesie, że nie widzisz nawet własnych stóp i zaczynasz kalkulować, kogo najlepiej będzie rzucić na pożarcie za parę chwil. W tańcu w blasku latarni na kruchym pomoście. W bezbronnym i wdzięcznym spojrzeniu psa, dla którego największym szczęściem jest wspólny spacer. 
Tak, jestem sentymentalistką. Ale chyba każdy tak ma, tyle że nie każdy chce się do tego przyznać. 

Na drugi dzień jesieni przesyłam ostatnie promienie słońca. Bo każdy kocha słońce, no nie?

3 komentarze:

Monika Wyszyńska pisze...

Pięknie napisane. Sama od jakiegoś czasu zastanawiam się nad sensem tego, co pokazują nam w telewizji i tego co oglądam na youtubie. Za każdym razem, kiedy słyszę tą samą poradę, tylko jak ty to nazwałaś "ubraną w inny płaszczyk", gdzieś w głębi serca wykrusza się cząstka zaufania do mediów. Zostało jej już u tam bardzo, bardzo mało.
MoccaMonica blog

Sumcia pisze...

Masz przecudowny styl pisania!

Sumcia pisze...

Masz przecudowny styl pisania!

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Komentarze nie są moderowane. Pamiętaj o kulturze wypowiedzi.