8/08/2016

Miłość w czasach Tindera


Ja już to widziałam. Ty też. A nawet jeśli nie, nic nie szkodzi, bo i tak znasz ciąg dalszy tego scenariusza. Za każdym razem wygląda to (mniej więcej) w ten sam sposób. Nie raz po prostu w innej otoczce, ale przesłanie wciąż jest to samo: nie gap się w telefon, bo a) rozjedzie Cię tir b) tir rozjedzie Twoja młodszą siostrę c) stado dzików napadnie Was obie d) powróć do punktu a, bo i tak czyha na Ciebie śmierć, jeśli nie oderwiesz się od telefonu. I wiesz co? Nic bardziej nie działa mi na nerwy. 


Jasne, zdarzały się tragiczne przypadki, kiedy ludzie pochłonięci szukaniem Pokemonów powodowali wypadki na autostradach, kiedy namiętnie smsującą nastolatkę potrącił samochód albo ktoś desperacko próbujący zrobić selfie z ostatniego piętra, wypadł z okna. 
Ale dlaczego, mówiąc o przykrych skutkach wszechobecnych telefonów, mówimy jedynie o skrajnych przypadkach, zamiast mówić o tym, co dotyka każdego z nas. K a ż d e g o. Wystarczy wsiąść rano do metra. Telefon nie jest już narzędziem. To sposób na życie. Jak nawiązać przyjaźnie? Wyślij zaproszenie do znajomych. Chcesz znaleźć miłość swojego życia? Nic prostszego, założenie konta na Tinderze zajmie Ci 15 sekund. A może masz ochotę dowiedzieć się, co słychać u Twoich znajomych? Zamiast tracić czas na rozmowę, sprawdź ich MyStory. Kiedy już masz ochotę pogadać, możesz ewentualnie godzinami czatować na fejsie. Nie dostałeś zaproszenia na imprezę? Spoko, możesz poczuć się jakbyś tam był, bo wszystko, co do minuty, jest dokładnie zrelacjonowane we wszystkich kanałach społecznościowych. Wraca moda tamtych lat, aparaty analogowe to atrybut każdego hipstera, dlaczego więc stylem życia nie możemy wrócić do czasów, kiedy zawiązanie znajomości kosztowało więcej niż jedno kliknięcie? 

Kampanie, które mają uświadamiać nas o bezcelowości wgapiania się w telefony uważam za najbardziej przereklamowane na świecie i na nic innego nie patrzę z tą samą pogardą i obrzydzeniem. Zacznijmy mówić o ich wpływie na nasze relacje, postrzeganie świata, organizację czasu. Nic lepiej nie zadziałało na mnie niż rewelacyjny felieton Agaty Passent i to właśnie on zmusił mnie do stworzenia tego wpisu. 

"Serwis randkowy oznaczał w erze analogowej coś zupełnie innego niż dziś. Codzienne odwiedzanie. Ale w realu! Umawianie się w cztery oczy lub przez telefon. Ale stacjonarny! Odwiedzało się w domu, gdyż nie było Starbunia ani KFC". (Agata Passent, Twój Styl, sierpień 2016) 

Nic się nie stanie jak nie wrzucisz zdjęcia dziesiątej kawy na snapa, a na insta nie pokażesz światu, jak świetnie się bawisz. Reszty tego posta nie dopowiadam. Ciąg dalszy TEGO scenariusza, akurat zależy od Ciebie. 

Zacznij żyć. 
Ale w realu.  

6 komentarzy:

Marika pisze...

Po przeczytaniu tego fragmentu felietonu aż mi się przypomniało, jak mój tata opowiadał mi o tym, jak prawie codziennie jeździł do mojej mamy na Żoliborz (z samego końca Mokotowa), kiedy się umawiali; przejazd zajmował mu mniej więcej godzinę, do półtorej. Poza tym, nie mogłabym się już chyba bardziej zgodzić z ostatnim zdaniem drugiego akapitu ;)

Paskuda pisze...

Ja nie jestem ani trochę uzależniona od smartfona i nie wgapiam się w niego, gdziekolwiek nie wyjdę. Te wszystkie aplikacje ułatwiają nam życie, ale nie można się tylko do tego ograniczyć. Strasznie żałuję, że nie urodziłam się 10-15 lat wcześniej, gdy tego jeszcze nie było.

_________
my-life-my-troubles.blogspot.com

Julika pisze...

Moglabym z toba wywiad?

Zuzanna Białowąs pisze...

Zgadzam się z Twoją opinią!
Och, jak bardzo mi to przeszkadza. Jestem jedną z tych osób, które nie dzielą się szczegółami swojego życia ze wszystkimi. Czasem przyłapuję się na tym, że będąc na mieście, za długo używam telefonu. Wtedy natychmiast chowam go do torebki i zajmuję się rzeczywistością. Staram się także nie prowadzić aż tylu konwersacji przez internet, o wiele bardziej wolę rozmowę na żywo, nawet jeśli czuję się zakłopotana i nie za bardzo mi idzie gadanie. A już najbardziej irytują mnie znajomi, którzy na Facebooku wyglądają na ziomków, przyjaciół, bff, prawią sobie komplementy, och, jak super się ze sobą dogadują, a gdy widzę ich razem w rzeczywistości, to zamienią ze sobą dwa słowa. Albo ich dyskusja dotyczy rzeczy z internetu, śmiesznych postów na grupach, tego co udostępniają na swoich profilach.
Czasem chciałabym, żeby to wszystko po prostu nie istniało.
Dobry post.

Gosia pisze...

Moja mama z Krakowa, mój tata z Gorzowa, potrafił do niej przyjeżdżać co 2 tygodnie, więc nie było źle jak na tamte czasy. Ja także nie jestem uzależniona od telefonu, podczas gdy moi znajomi cały czas tylko z nim i instagram, o tu na snapka trzeba coś dodać. :)

eat-andsleep.blogspot.com

Wiktoria Goczoł pisze...

Ten tekst jest piękny. Naprawdę masz talent do pisania- to oczywiste. Ale masz jeszcze jeden talent- umiesz trafić prosto w serce czytelnika. I to się liczy!
To prawda- dzisiaj wszyscy siedzą na telefonach 24h/7. A to nowe zdjęcie kawy na instagram, a to kilkadziesiąt selfie na MyStory i tysiące innnych social media. Chciałabym żyć w czasach, kiedy to wszystko było mnie skomplikowane. Ale chyba nie dożyję tych czasów.

www.malowaneroza.blogspot.com

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz. Komentarze nie są moderowane. Pamiętaj o kulturze wypowiedzi.